Istnieje pewien przesąd dotyczący zawierania ślubów w miesiącach nie posiadających w swej nazwie literki „r”. Że niby nie wróży to szczęśliwego pożycia, że to „r” posiada właściwości niemalże magiczne, a jego brak to zły omen...
Są jednak tacy, którzy zbytnio nie biorą sobie tego do serca i pobierają się w... no na przykład lutym. :) Tak, jak Sonia i Paweł właśnie.
Sonię znam od dawna, łączą nas więzi rodzinne. Pamiętam ją jako małego brzdąca, choć wówczas sama niewiele większym byłam....
Jej wybranka, Pawła poznałam wprawdzie dopiero w dniu ślubu, ale coś mi mówi, że pomimo tego, że pobrali się w tak mało romantycznym miesiącu, jakim jest luty, to jednak będą szczęśliwi. Tego im z całego serca im życzę!
Na ślub przybyła licznie zgromadzona rodzina i znajomi Wprawdzie nie oni tu byli najważniejsi, to jednak nie mogę się oprzeć, aby nie zamieścić kilku fotek bliskich mi osób. Kto zna, ten będzie wiedział :)


















lubię patrzec na te radosne twarze:) bardzo pozytywnie!
OdpowiedzUsuń